Nie oszukujmy się - to głównie wizja nowego telefonu zachęciła mnie to dołączenia do Koła .NET (prawda wyszła na jaw
). Jako, że od 2 lat programowałem sobie w domowym zaciszu w c# dekstop'owe aplikacje to po usłyszeniu o Dive into .NET postanowiłem "przejść" się na to spotkanie (zwłaszcza, że pizza była za darmo
) Tam się dowiedziałem o tym, że aplikacje na WP7 pisze się w.. c#! Pojawiło się światełko w tunelu - a może w akcji GeekClub'a mam jakieś szanse? Dołączyłem więc ochoczo do koła, przetrwałem CodeCamp, opatrzywszy się w materiały programistyczne zacząłem pisanie..
Niestety (albo stety) mam małą przypadłość dot. charakteru - jak coś zacznę robić to muszę to zrobić do końca i perfekcyjnie. (Niestety się na to przekłada to, że poświęcam czas przeznaczony na kolokwium na pisanie aplikacji, dopóki jakaś funkcja nie będzie działać).
Gdy skończyłem moje super 5 aplikacji, zaczął się okres nerwowego czekania a akceptacje - najpierw na AppHubie, potem na CodeGuru. Wszystko po to, aby przed świętami otrzymać wymarzony telefon (nie muszę wspominać załamki, gdy skończyły się LG, i nie wiadomo było ile będzie trzeba czekać na nową dostawę).
17 grudnia naszedł TEN dzień - tak, na CodeGuru zaakceptowali mi ostatnią aplikację. Czym prędzej złożyłem zamówienie na telefon i czekam...
... czekam do 20 grudnia, gdzie uprzejmy pan z Microsoftu dzwoni, aby obwieścić: "Panie, my się z tym wszystkim do świąt nie wyrobimy.. chyba że wybierzesz pan wysłkę kurierem (taak, chcieli mnie odsunąć od pomysłu odbioru osobistego).. ". Niestety Pan na pewno sobie myślał "hehe i tak kurierzy będą mieli pełne ręce roboty, więc nie dostaniesz, a co!". I tak żesz się stało... Kurier zadzwonił 23 XII kiedy to już sobie podążałem w kierunku domu rodzinnego poza Warszawą.
4.I naszedł ten dzień - przyjechał kurier z telefonem. Pierwsza ekscytacja ale i wstrzemiężliwość - zaraz będę miał gości, trzeba ogarnąć pokój, zrobić obiad - telefon ładnie zapakowany odłożyłem na półkę.
Wieczorkiem mogłem się zabrać jak dziecko za nową zabawkę. Rozpakowywanie, intstrukcja obsługi na bok (sic! przecież się znam!) i moim oczom ukazał się on - HTC 7 Surround z okropną naklejką z napisem na środku wyświetlacza.. Żal zrywać i odsłaniać ten piekny prawie 4-calowy ekran, który nie posiadał ani jednej mikroskopijnej ryski.. Ale cóż - życie. Przed uruchomieniem oczywiście następuje przekłada karty SIM z mojego wysłużonego GT-I5800 z Androidem.
I wreszcie - przycisk Power Off i przed moimi oczami świeci duże logo HTC.. czas przejść w inny świat, który pochłania czas przygtowań kolokwium (konfigurowanie, grzebanie, instalowanie xap'ów, aktualizacja do 7.5 itd)...
Jak widać - czasami warto uwierzyć w siebie, zebrać że się wyrażę tyłek w troki i zabrać się za programowanie - warto. Teraz profilaktycznie piszę jakieś aplikacje na WP7, wrzucam nadal na CodeGuru - przecież są jeszcze ciekawe książki do zgarnięcia (już 2 w drodze
)
Tak więc polecam i zachęcam - a tym co już czekają - cierpliwości i wytrwałości w czekaniu na kuriera DHL :)

HTC 7 Surround